Wracając do poprzedniego posta. Wiwm ,wiem dość naiwne i dziecinne zakończenie spotkania z Diablem,ale jakie bylo inne wyjście ? Jak by ktoś mial lepsze rozwiązanie bardziej dorosle, proszę niech napisze. Ja wtedy bylem dzieciakiem i tkiego mnie widziano, a Diabel jest zapewniam, Śmierć tam śmiejąc się przepowiedziala mi niejedno spotkanie z nim.
Nie wiem, jak potoczylo by się moje życie, gdybym dotrzymal danego przyrzeczenia,wszak zdobylem w jakimś zakresie Jej zaufanie.
Któregoś wieczoru dostalem niezwykle zadanie. Ona byla gdzieś bardzo zajęta i ktoś chcial to wykorzystać, ze zdumieniem dowiedzialem się,że i Ona ma wrogów,że są sily starające się pomieszać Jej szyki w szafowaniu śmiercią w tym wypadku życiem. W zmaganiach wielkich energi zwanych Dobrem i Zlem wszystkie chwyty są używane przez ciemną stronę,zaś
Dobro ma ograniczone możliwości w tym względzie, musi się ograniczać do wszystkiego co dobrem jest. Nie jest to malo ,ale Zlo caly czas kombinuje, jak Dobro do parteru sprowadzić
Tak bylo tym razem. Śmierć zostala osaczona, tak że otworzyla się w moich okolicach furtka dla Ciemności .Zlo mialo pionka który mial zniszczyć nie chronioną przez Śmierć w tym czasie figurę, której czas jeszcze nie nadszedl. Smierć bez udzialu Śmierci mialaby katastrofalne skutki dla ustalonego porządku wszechświata. Mógl powstać wylom prowadzący do skażenia istotyBoga na niższych poziomach.
Wszystko to zostalo przekazane mi w ulamku sekudy, zrozumialem,że muszę "wyjść".
Wzbudzilem wielką podejrzliwość w skolatanych umyslach rodziców oświadczając ,że idę spać.
Zwykle to nie można mnie bylo dużo pózniej zagonic do lózka, a tutaj nagle bez żadnych objawów chorobowych, robię wylom w swoich zwyczajach, oczywiście natychmiast padlo podejrzenie- coś zbroil i wieje,myśli,że mu się uda. Takie myśli byly zwykle bezpodstawne,ponieważ nieraz wyciągano mnie betów ,żebym posluchal rozmownego pasa,na którego argumenty odpowiadalem okrzykami slyszanymi przez pól wioski. Rozpoczęla się indagacja i naklanianie ,żebym sie przyznal do wszystkiego to może lania nie będzie i o nie polewanie H2O czegokolwiek chodzilo.
Moja misja być może jedyna taka w dziejach wszechczasów zawisla na wlosku z mysiego ogona.
Szyki moich prawnych opiekunów nagle znalazly wspólną plaszczyznę, homesowskie zacięcie wykrycia niechybnej zbrodni z moim udzialem z jednej strony,a wymiar karny z drugiej,gotów osądzić i wymierzyć sprawiedliwość niekoniecznie wlaściwej wysokości,a raczej z tendencją do szczodrobliwości.
Poczulem moc i bylem zdecydowany popelnić zbrodnię, by się uwolnić ,wszak byloby to stosunkowo male zlo,ale wgląd w przyszlość nie byl z tego powodu budujący, (zbrodnia jest zbrodnią bez zgody duszy)
Cóż musialem improwizować i wymyślilem na poczekaniu niecny czyn odpowiedniej wagi, przeprosilem, dodając coś o ich przenikliwości. Powolalem się na obietnicę unknięcia kary ,wszak się przyznalem!
Po kilku minutach polajanki bylem wolny. W mig wskoczylem do pościeli na slomianym sienniku, zaczynalem procedurę wyjścia gdy uslyszalem idącą po schodach zdawaloby się już udobruchaną ekspedycję karną .
Nie czekalem, na kontakt z ich gadającym na jedno kopyto pasem, "wyszedlem." Grożna ekipa zapaliwszy światlo skontastowala,że ich latorośl przeniosla się w zaświaty. Czy to z żalu,że rozrywka przeszla im kolo nosa ,czy ze zlości,że już nigdy... moja powloka zostala jednak obdarzona ostatnim namaszczeniem.
Oczywiscie tytul jest przekorny??? Przeciez zycie nie jest ani kabala, ani iluzja tym bardziej. Zycie to wieczne teraz, ktore trwa i trwa...To my jako formy czy to ludzkie, czy jakiekolwiek inne przemijamy. Zycie to zycie, to istnienie, duch, wieczna boska energia.
OdpowiedzUsuńDobrze -więc kabala!
OdpowiedzUsuń