piątek, 1 kwietnia 2011

O Śmierci czy bez Niej mogloby istnieć Życie?

Tam w ciemnawej izbie nie bylo czasu. Patrzylem na pelne spektrum kosmicznych dziejów ziemskiego
aspektu duszy Starego.Podczas jego walki na lożu kotlowaly się wszystkie wcielenia w jakich się zatracal,
Byl na granicy unicestwienia,rozbicia na atomy, by nigdy nie wrócić nie odrodzić się jako energetyczna istota,gdyby Nie Ona przechylil by szalę niebytu, ostatnim wykrętem.
Trzymala go w swej niepojetej mocy by zrozumial ,że nigdy nie mial dokad uciekać,wystarczy tylko zrozumieć,że doznal oddalenia,a teraz przyszedl czas na doświadczenie powrotu.Od tej chwili do zakutego  w ludzkie nędzne cialo kosmity zacznie się skradać pokora.
To byla wielka lekcja milości, myslalem ,że Śmierć Go ukarze,a Ona stala w ciemnym kącie i czuwala jak matka przy lożu syna, by sie nie odkryl w goraczce.
Tak potężna dawka wiedzy musiala,a wlaściwie przypomnienia musiala  zostać zablokowana w moim umysle.Wyszedlem i już nie wszystko pamietalem.
Nieświadoma wydarzeń w chacie rodzina starego,wyciągnela wniosek ,że to Ja sprowadzilem na niego niemoc.
Po jakims czasie widząc pojawiającą się w oddali Jej sylwetkę wyszedlem na spotkanie tak zeby spotkać Ja
na widocznym zdala odcinku. Gdy tam dobieglem już Jej nie bylo. Rozczarowany czekalem na inna okazję.
Znów gdy się ukazala,tam pobieglem i znów fiasko ze spotkania. Zrozumialem ,że trzeba pogadać.
Wróciliśmy do wcześniejszej formy kontaktu dziś to się nazywa telepatia. Zapytalem dlaczego ucieka?
Uslyszalem ten cudowny śmiejacy się glos, nie uciekam, widzialem cię, ale nie wiedzielam ,że przyszedleś się spotkać.
Eeee Ty wszystko wiesz,znowu się śmiala. Lepiej się nie zbliżaj, tak jest dobrze, przecież mnie widzisz.
Bylem uparciuchem i najsluszniejsze racje odwodzące mnie od czegoś dzialaly na mnie odwrotnie, chociaż wiedzialem ,iż nie mam racji,nie ustepowalem, cholera wie dlaczego, dziś przeklinam te chwile.
Nie sluchalem nawet Śmierci.
Wkońcu dopiąlem swego, kolejny raz biegnac Jej na przeciw po polnej drodze widzialem Ją przed sobą,
rozradowany chcialem się do niej przytulić ale zmrozila mnie nieprzyjemnym glosem, osadzila mnie wmiejscu wyrażnie zla. Nie pozwalala się zbliżyć musialem iść przed Nią ,nie pasowalo mi to więc szedlem przed NIą ale tylem. Opuszczala glowę żebym nie widzial twarzy ukrytej w glębi kaptura.
We mnie mieszal się męszczyzna i glupi szczeniak, jako męszczyzna widzialem i docenialem proporcjonalnośc sylwetki, z pod dlugiego plaszcza ,jakby zapinanego habitu wychylaly się piękne nogi, dlonie i przedramiona odslaniane przez szerokie rekawy też byly mlode i jędrne, calość super, tylko ciemność pod kapturem byla niepokojąca,ale lagodzil ją gruby jasny warkocz splywający na pierś. Wzrost nie mial znaczenia i tak bylem dzieciakiem.
Powiedzialem Jej ,że jest piękna i ma cudowny glos,że za nia tesknię,a Ona teraz na mnie krzyczy,a ja chcę tylko być blisko Niej.
Wtedy zlagodniala, pozwolila mi iść obok pod jednym warunkiem ,że nigdy nie będę zaglądal i nie staral się
widzieć Jej twarzy.Musialem  to przyrzec.
Byla cudowna, dla mnie popychanego bitego nieraz gwalconego w tej zamieszkalej przez opanowanych przez chuć przybylych ze wschodu mieszkańców,Śmierć byla matką.
Rozmawialem z Nią o wszystkim i o moim życiu. Spytalem kiedy przyjdzie po mnie, odpowiedziala ,że będzie caly czas blisko, ale mam się nie martwić, wlaśnie się martwilem bo chcialem z Nią zostać i być Jej pomocnikiem-tak sobie wymyslilem.
Śmiala się , i powiedziala,że jeszcze nikogo takiego nie spotkala.
Kiedyś  zaproponowalem ,żeby zabrala wszystkich zlych ludzi, niech zostana sami dobrzy wtedy wszyscy bedą szczęsliwi.
Odparla,że to by byla nagroda dla tych zlych,a kara dla tych dobrych. Ona szybko to zabiera dobrych i uczciwych,np dzieci ,a tych zlych zostawia żeby się męczyli. - z dobrymi? dociekalem. To nie jest takie proste.Kiedyś ci dobrzy byli także zlymi, więc muszą to odczuć co zrobili innym-rozumiesz?
-No więc ja bylem bardzo zly kiedyś?
-W zasadzie tak, pierwsze jest zlo ,bo jest latwiejsze,potem jest dobro o które jest o wiele trudniej,a potem
 to trzeba dać przyklad i sprawdzić samego siebie.
- To kim ja jestem?
-Zobaczymy gdy po Ciebie przyjdę.
-A  nie umrzesz, mówilaś,że jesteś bardzo stara,a ja mam dlugo żyć.
Jak ona sie serdecznie śmiala.
Po dlugim jamraniu zgodzila się pokazac mi jak wykonuje swój obowiązek,czyli powoduje smierć.
Szla po kogoś w okolicy i zabrala mnie ze sobą. Mieliśmy do przebycia kilka kilometrów,ale zaraz za wioską zrobila coś ,że śmigaliśmy ponad ziemią na stojaco i raz dwa byliśmy w mieszkaniu gdzie leżal chory
czlowiek.
Zobaczylem wtedy przyjaciólkę"przy pracy". Do czlowieka dociera energia z kosmosu. Jest to zależnia od jego kondycji struga świetlistej energi, może być slaba lub silna mocna. Ten czlowiek dopiro się rozchorowal więc energia plynela jasną strugą.
Śmierć robiąc zamach kosą nad mającym umrzeć,jak kosiarz przecina  ten strumień energi,który się cofa w górę. Ona wie ile ma jej zostawić,żeby ten czlowiek jeszcze pożyl i coś zalatwil albo się z kimś spotkal.
Temu czlekowi zostawila więcej gdyż miala dojechać chyba Jego wnuczka albo córka i po Jej odjeżdzie mial dopiero umrzeć.



 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz