Nie mialem daleko, wyszedlem na drogę, mialem silne cialo faceta okolo trzydziestu lat, nawet
przystojnego. Bylem dorosly.
Co za pokusa i ale i ciężar,że to tylko na mgnienie oka, bo czymże, jest nawet jedna godzina wobec wieczności, jaką wydawala mi się odleglość,którą jeszcze muszę przebyć by stać się doroslym w ziemskim wymiarze czasu.
Mimo, iż dokladnie widzialem w tych "egipskich ciemnościach"każdy kamyk, to szuralem nogami niby to potykajac się na wybojach,z których wlaściwie skladala się nawierzchnia. Cegielnia wprawdzie starala się
jakoś ją utrzymać, ale po każdym deszczu w bardzo przyzwoitym tempie pojazdy wyladowane po granice
wytrzymalości resorów i ogumienia powolywaly dziury do istnienia na calej jej dlugości, tylko obszar znanego już nam skrzyzowania nie poddawal się tej prawidlowości, nie wiadomo dlaczego tu bylo gladko i równo.
Wlaśnie dotarlem do tego odcinka,a po jego drugiej stronie mial się rozegrać dramat, który od rana bedzie sie odbijal echem,jak innym od zaplanowanego, ale nie przeze mnie.
Jeszcze tylko mala przerwa z powodu czynności zwanej fizjologiczną, siegnalem do spodni, by do końca
poczuć sie męszczyzną. No pomyślalem, jest jeszcze jeden powód by te cialo jeszcze nie opuszczalo ziemskiego padolu i jeszcze jedna pokusa dla mnie.
Zaczaili się za skrzyżowaniem, drogi byly obsadzone dorodnymi dębami, więc napad zaplanowali pomiędzy drzewami,gdy minę pierwszego ukrytego za pniem, to drugi nadejdzie od przodu i wtedy udając pijanego
poprosi o ogień do papierosa,.gdy ręce bedę mial zajęte zapalaniem zapalki, uderzą jednocześnie nożami
w bezbronnego wroga. Taka byla pierwsza część planu, druga to upiec następną pieczeń, czyli wskazać winowajców tej ochydnej przeciez zbrodni, popelnionej z niskich pobudek przez kolegów po fachu.
Po prostu jeden z nich mial w ciemnościach podrzucić narzędzia zbrodni tym dwóm zdążającym póżniej do pracy, nie sprawilo by też trudnosci spryskac ich ubrania krwią ofiary,a potem kto by sie zastanawial nad "prostą "sprawą!
Od pewnej chwili slyszalem marudzenie podpitego osobnika, nieżle nawet mu szlo , jeszcze nie wywietrzala
mu z glowy spora setka lyknięta dla kurażu.
Z odleglości 15-20 metrów niby mnie uslyszal , -ej ty tam, masz ogień ?daj kkkurna zaapaplić muszę,a te
pieprzone zapalki sa do niczego, skończyly się, Chodż nie bój się,
-Dobra, dobra moczymordo, co się mam bać? Dam ci tego ognia- odpowiedzialem i podszedlem mijając
tamtego za drzewem.
- A to ty? coś się tak zaprawil, zagailem wyciagajac zapalki.
-Ja ciebie tez znam, pracujesz w tej cegielni. Ciężko jest ?, zaśmial się troche nerwowo.
-No ciężko
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość, niedlugo bedzie lżej, he,he.
Marudzilem ze znalezieniem zapalek,więc improwizowal rozmowę.
-Tak? zdziwilem się grzechocząc zapalkami , -a ty skąd to wiesz?
-Ja wiem,Ja dużo wiem, daj ten ogień k...a w końcu,
Uslyszalem leciutki skrzyp szutru za sobą,obaj trzymali ostrza w dloniach.Byli zgrani niejedno ich lączylo.
Czas minąl i juz nie czekali na blysk zapalki, instynkt podpowiadal im,że im pózniej tym może byc gorzej,
ofiara może coś wyczuwa,a to grozi komplikacjami i wielkimi klopotami, mocodawcy nie poblogoslawią, za
fuszerkę.
To byl ten moment, blyskawicznie zszedlem z lini ciosów robiąc krok prawą nogą w bok z obrotem w stronę napastników,tak że stojąc mocno na lewej moglem zlapac nachwytem prawe przedramię atakujacego mnie z tylu na wysokości nerek i pociągajac je w stronę tego z papierosem wbić mu ostrze noża w tulów, mocno
uszkadzając watrobę.
Mocno szarpnięta w górę reka wypuścila wbity bagnet, zadalem mu silny cios w podbródek, tak,żeby jeszcze nie upadl,ale kolana odmówily mu posluszeństwa i wtedy zobaczylem ,iż także dostal
po kolezeńsku, mial także śmiertelną ranę.
Mruknalem z uznaniem, to byli dobrzy fachowcy.,wlaściwie wyręczyli mnie w tej mokrej robocie.
Nie mogli jeszcze umrzeć, Śmierć powinna być jeszcze w innym rejonie i czynić swoje.
Pierwsza część planu zostala zrealizowana, opryszki trzymali się życia i wygladalo, że wytrzymają akurat tyle ile bedzie trzeba-twardziele.
Żeby akcja sie powiodla musialem przed nadejściem wspólpracowników wycofać się w stronę skąd przyszedlem, cofnalem się prawie do polowy drogi i czekalem ,aż Oni nadejdą i mnie miną, wtedy odczekawszy trochę ruszylem za nimi tak, żeby ich nie dogonić przed miejscem niedawnej walki, lecz aby mnie już slyszeli. Tak też się stalo.Ciemność juz nie byla tak gęsta, jeden z nich potknal się o cialo
umierającego tam gdzie go zostawilem. Zaświecili zapalkami i stanęli, jak wryci ,nie wiem czy slyszeli jak chaotycznie tlumaczylem się ,że zapilem i w efekcie zaspalem.
Rozgladajac się nie widzialem drugiego rannego. "Wlączylem" trzecie oko i zobaczylem ,że poczolgal się w
stronę murku, gdzie siedzieli przed zasadzką, zostawili tam nie do końca opróznioną butelkę, żeby oblać robotę.
Szybko tracil sily,ale nie rezygnowal i może dopial by swego,ale murek stal się jego opoką ,o którą oparl glowę i znieruchomial.
Zobaczylem nad nim znajomą sylwetkę i blysk kosy.
-Cholera chlopy ratujcie jakoś, zapomnialem z tego wszystkiego, torby z ubranien i śniadaniem i tak jestem spózniony,a tu muszę jeszcze wrócić.
Dobra stary- dzisiaj i tak nikt do roboty nie bedzie mial glowy, widzisz co się stalo ,ktoś go zaciukal,ciekawe kto? co on tutaj robil, jeszcze żyje, wal do domu i zawiadom milicję, masz niedaleko.
-Sluchaj odpowiedzialem chodżmy obaj, ty zawiadomisz MO ,a ja wróce do pracy, swoje muszę zrobić,bo
wsad zmarnieje!
-masz rację, idziemy,a ty zostań tutaj powiedzial do kolegi z którym szedl do pracy.
Śmierć już uspokoila rozedrgane konwulsjami cialo niedawnego lotra.
-Ale cię trzepnęlo, powiedzial idący obok,jesteś jakiś inny.
- E ,tam kaca mam, leb mi pęka,a tam tyle roboty.
-Na kaca najlepsza jest praca, zaśmial się zadowolony z dowcipu, ale po robocie to trzeba będzie poprawić, jest oczym pogadać nie?
Doszliśmy do "mojej" furtki.On poszedl dalej ,a ja zdalem swoje "opakowanie rodzonemu wlaścicielowi"
przystojnego. Bylem dorosly.
Co za pokusa i ale i ciężar,że to tylko na mgnienie oka, bo czymże, jest nawet jedna godzina wobec wieczności, jaką wydawala mi się odleglość,którą jeszcze muszę przebyć by stać się doroslym w ziemskim wymiarze czasu.
Mimo, iż dokladnie widzialem w tych "egipskich ciemnościach"każdy kamyk, to szuralem nogami niby to potykajac się na wybojach,z których wlaściwie skladala się nawierzchnia. Cegielnia wprawdzie starala się
jakoś ją utrzymać, ale po każdym deszczu w bardzo przyzwoitym tempie pojazdy wyladowane po granice
wytrzymalości resorów i ogumienia powolywaly dziury do istnienia na calej jej dlugości, tylko obszar znanego już nam skrzyzowania nie poddawal się tej prawidlowości, nie wiadomo dlaczego tu bylo gladko i równo.
Wlaśnie dotarlem do tego odcinka,a po jego drugiej stronie mial się rozegrać dramat, który od rana bedzie sie odbijal echem,jak innym od zaplanowanego, ale nie przeze mnie.
Jeszcze tylko mala przerwa z powodu czynności zwanej fizjologiczną, siegnalem do spodni, by do końca
poczuć sie męszczyzną. No pomyślalem, jest jeszcze jeden powód by te cialo jeszcze nie opuszczalo ziemskiego padolu i jeszcze jedna pokusa dla mnie.
Zaczaili się za skrzyżowaniem, drogi byly obsadzone dorodnymi dębami, więc napad zaplanowali pomiędzy drzewami,gdy minę pierwszego ukrytego za pniem, to drugi nadejdzie od przodu i wtedy udając pijanego
poprosi o ogień do papierosa,.gdy ręce bedę mial zajęte zapalaniem zapalki, uderzą jednocześnie nożami
w bezbronnego wroga. Taka byla pierwsza część planu, druga to upiec następną pieczeń, czyli wskazać winowajców tej ochydnej przeciez zbrodni, popelnionej z niskich pobudek przez kolegów po fachu.
Po prostu jeden z nich mial w ciemnościach podrzucić narzędzia zbrodni tym dwóm zdążającym póżniej do pracy, nie sprawilo by też trudnosci spryskac ich ubrania krwią ofiary,a potem kto by sie zastanawial nad "prostą "sprawą!
Od pewnej chwili slyszalem marudzenie podpitego osobnika, nieżle nawet mu szlo , jeszcze nie wywietrzala
mu z glowy spora setka lyknięta dla kurażu.
Z odleglości 15-20 metrów niby mnie uslyszal , -ej ty tam, masz ogień ?daj kkkurna zaapaplić muszę,a te
pieprzone zapalki sa do niczego, skończyly się, Chodż nie bój się,
-Dobra, dobra moczymordo, co się mam bać? Dam ci tego ognia- odpowiedzialem i podszedlem mijając
tamtego za drzewem.
- A to ty? coś się tak zaprawil, zagailem wyciagajac zapalki.
-Ja ciebie tez znam, pracujesz w tej cegielni. Ciężko jest ?, zaśmial się troche nerwowo.
-No ciężko
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość, niedlugo bedzie lżej, he,he.
Marudzilem ze znalezieniem zapalek,więc improwizowal rozmowę.
-Tak? zdziwilem się grzechocząc zapalkami , -a ty skąd to wiesz?
-Ja wiem,Ja dużo wiem, daj ten ogień k...a w końcu,
Uslyszalem leciutki skrzyp szutru za sobą,obaj trzymali ostrza w dloniach.Byli zgrani niejedno ich lączylo.
Czas minąl i juz nie czekali na blysk zapalki, instynkt podpowiadal im,że im pózniej tym może byc gorzej,
ofiara może coś wyczuwa,a to grozi komplikacjami i wielkimi klopotami, mocodawcy nie poblogoslawią, za
fuszerkę.
To byl ten moment, blyskawicznie zszedlem z lini ciosów robiąc krok prawą nogą w bok z obrotem w stronę napastników,tak że stojąc mocno na lewej moglem zlapac nachwytem prawe przedramię atakujacego mnie z tylu na wysokości nerek i pociągajac je w stronę tego z papierosem wbić mu ostrze noża w tulów, mocno
uszkadzając watrobę.
Mocno szarpnięta w górę reka wypuścila wbity bagnet, zadalem mu silny cios w podbródek, tak,żeby jeszcze nie upadl,ale kolana odmówily mu posluszeństwa i wtedy zobaczylem ,iż także dostal
po kolezeńsku, mial także śmiertelną ranę.
Mruknalem z uznaniem, to byli dobrzy fachowcy.,wlaściwie wyręczyli mnie w tej mokrej robocie.
Nie mogli jeszcze umrzeć, Śmierć powinna być jeszcze w innym rejonie i czynić swoje.
Pierwsza część planu zostala zrealizowana, opryszki trzymali się życia i wygladalo, że wytrzymają akurat tyle ile bedzie trzeba-twardziele.
Żeby akcja sie powiodla musialem przed nadejściem wspólpracowników wycofać się w stronę skąd przyszedlem, cofnalem się prawie do polowy drogi i czekalem ,aż Oni nadejdą i mnie miną, wtedy odczekawszy trochę ruszylem za nimi tak, żeby ich nie dogonić przed miejscem niedawnej walki, lecz aby mnie już slyszeli. Tak też się stalo.Ciemność juz nie byla tak gęsta, jeden z nich potknal się o cialo
umierającego tam gdzie go zostawilem. Zaświecili zapalkami i stanęli, jak wryci ,nie wiem czy slyszeli jak chaotycznie tlumaczylem się ,że zapilem i w efekcie zaspalem.
Rozgladajac się nie widzialem drugiego rannego. "Wlączylem" trzecie oko i zobaczylem ,że poczolgal się w
stronę murku, gdzie siedzieli przed zasadzką, zostawili tam nie do końca opróznioną butelkę, żeby oblać robotę.
Szybko tracil sily,ale nie rezygnowal i może dopial by swego,ale murek stal się jego opoką ,o którą oparl glowę i znieruchomial.
Zobaczylem nad nim znajomą sylwetkę i blysk kosy.
-Cholera chlopy ratujcie jakoś, zapomnialem z tego wszystkiego, torby z ubranien i śniadaniem i tak jestem spózniony,a tu muszę jeszcze wrócić.
Dobra stary- dzisiaj i tak nikt do roboty nie bedzie mial glowy, widzisz co się stalo ,ktoś go zaciukal,ciekawe kto? co on tutaj robil, jeszcze żyje, wal do domu i zawiadom milicję, masz niedaleko.
-Sluchaj odpowiedzialem chodżmy obaj, ty zawiadomisz MO ,a ja wróce do pracy, swoje muszę zrobić,bo
wsad zmarnieje!
-masz rację, idziemy,a ty zostań tutaj powiedzial do kolegi z którym szedl do pracy.
Śmierć już uspokoila rozedrgane konwulsjami cialo niedawnego lotra.
-Ale cię trzepnęlo, powiedzial idący obok,jesteś jakiś inny.
- E ,tam kaca mam, leb mi pęka,a tam tyle roboty.
-Na kaca najlepsza jest praca, zaśmial się zadowolony z dowcipu, ale po robocie to trzeba będzie poprawić, jest oczym pogadać nie?
Doszliśmy do "mojej" furtki.On poszedl dalej ,a ja zdalem swoje "opakowanie rodzonemu wlaścicielowi"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz