Jeszcze dobiegly mnie slowa: wot patrz zdechl, będzie spokój z tym zdechlakiem, -aż k.... jego mać kto teraz będzie za niego robil, teraz nie bedziesz za babami latal,może i dobrze, ale jutro mial iść pielić buraki.
Nie sluchalem już dalszych żalów rodzinki nad moim cialem. Poczucie ważności zleconej misji calkowicie usunęlo cień zawodu z powodu utraty moich zludzeń co do więzów rodzinnych.
Niedaleko za lasem byla cegielnia z kopalnia gliny. Pracowal tam męszczyzna, który mial jakieś szczególne
znaczenie dla stabilności trwalej równowagi pomiędzy mocami światla i ciemności, która wyrażnie nie pasowala tym drugim. Jak już wspomnialem Ciemna strona mocy znalazla sposób na zachwianie ustalonego i nienaruszalnego porzadku naszego wszechświata.
Ten czlowiek musial żyć za wszelką cenę, a dzisiejszej nocy mial zostać zamordowany przez dwóch zaczajonych na skrzyżowaniu szutrowej drogi przed cegielnią.
Dobrze znalem ten teren z racji, że w tej miejscowości mieszkala siostra mojej matki,którą odwiedzalem
kiedy tylko moglem, więc tę drogę znalem od zawsze.
Gdybym poszedl jako chlopak Go ostrzec, to nawet gdyby mi uwierzyl i poszedl inną drogą,nic w zasadzie
by po za odroczeniem nie zmienilo, ale prawdopodobnie by nie uwierzyl w moje rewelacje i wszedlby, jak w lwią paszczę.
Musialem Go przejąć, Ci dwaj zaczajeni w czarnej nocy nie mieli ze mną żadnych szans, ich los byl już przesądzony. Potrzebna byla tylko odpowiednia aranżacja, by skutek zasugerowal przyczynę tego co się
wydarzylo tej nocy.
Męszczyzna doglądal i kończyl proces wypalania cegiel, więc z obowiązku przychodzil wtedy do pracy
dużo wcześniej,po nim przychodzili umówieni dwaj inni by kontynuować wychladzanie pieca, tak by calkowicie nie wystygl i po wymianie wsadu rozpocząć nastepne wypalanie surowych cegiel.
By mój plan sie powiódl musialem przejąć cialo Wypalacza i jako On stawić czola zaczajonym rzezimieszkom. Z tym mimo pewnych obaw nie mialem problemu, już na mnie czekal obok swego ziemskiego "siedliska", które przybylem "wypożyczyć". Ha,ha znaliśmy się,byliśmy jednym w dwóch, więc
nie musieliśmy nic sobie przekazywać, ciekawe gdzie jest reszta, pomyślalem o brakującej szóstce z naszej calości, gdzieś realizującej boski plan.
Dopasowalem się do nowej "obudowy",jak zawsze pierwsza chwila jest niezbyt przyjemna,ale trwa to króciutko i już wszytko się dostroilo.Nie przewidywalem klopotów ze sprawnością,więc pozostawilem
Go śpiącego by udać się na ponure skrzyżowanie. Tam zawsze bylo bardzo ciemno od kiedy pamiętam,
czasem musialem wracać do domu od Cioci gdy się zmierzchalo, to w tym miejscu już byla ciemność, z
ulgą wychodzilem na jaśniejszą przestrzeń,gdzie nie raz dostawalem wycisk,od zaczajonych na mnie rówieśników peryferyjnego osiedla. Obladowany zakupami,czy glówkami kiszonej kapusty, bylem latwą zdobyczą, a w domu dokladka za uszkodzone wiktualy, czy brak czapki zajętej na poczet kontrybucji.
Teraz uśmiechalem się , na myśl ,że po dzisiejszej nocy ta krzyżowka nabierze jeszcze mroczniejszej slawy.
Nawet korcilo mnie, aby napelnić moim przesladowcom majtki produktem przemiany materi, ale odebral bym im mozliwość zaznania tego dobrego czym mnie częstowali, więc niech spią spokojnie, aż czara ich czynów się wypelni.
Skrzyżowanie tworzyla szutrowa wygięta wluk nitka do której dochodzila druga od strony cegieni wpasując
się w ten luk,a jej przedlużenie zarośniete trawą prowadzilo w pole. Tam może trzydzieści metrów dalej, na
jakimś fragmeńcie murku siedzieli paląc ukryte w dloni papierosy dwaj męszczyżni, sprawdzając nieznacznym gestem czy wyostrzone ostrza tkwia na wlaściwym miejscu. Rozmawiali pólglosem nie obawiajac się że ktoś ich podslucha gdyż nawierzchnia drogi w tym miejscu nie wiadomo dlaczego odbijala
odglos stawianych kroków, jakby się szlo po pustym pod spodem,więc z daleka bylo slychac każdego kto się zbliżal do skrzyzowania.
Stalem niewidoczny przy nich, mieli opracowny świetny plan także sugerujący bez wątpliwości przyczynę i skutek planowanej zbrodni.
Wrocilem do Palacza już wstal i gdy wypil herbatę zamieniliśmy się miejscami, ostrzeglem Go żeby nie
ulegl pokusie i nie ruszal z pokoju,mimo,że teraz jest duchem. Duchy też mogą mieć klopoty.
Nie sluchalem już dalszych żalów rodzinki nad moim cialem. Poczucie ważności zleconej misji calkowicie usunęlo cień zawodu z powodu utraty moich zludzeń co do więzów rodzinnych.
Niedaleko za lasem byla cegielnia z kopalnia gliny. Pracowal tam męszczyzna, który mial jakieś szczególne
znaczenie dla stabilności trwalej równowagi pomiędzy mocami światla i ciemności, która wyrażnie nie pasowala tym drugim. Jak już wspomnialem Ciemna strona mocy znalazla sposób na zachwianie ustalonego i nienaruszalnego porzadku naszego wszechświata.
Ten czlowiek musial żyć za wszelką cenę, a dzisiejszej nocy mial zostać zamordowany przez dwóch zaczajonych na skrzyżowaniu szutrowej drogi przed cegielnią.
Dobrze znalem ten teren z racji, że w tej miejscowości mieszkala siostra mojej matki,którą odwiedzalem
kiedy tylko moglem, więc tę drogę znalem od zawsze.
Gdybym poszedl jako chlopak Go ostrzec, to nawet gdyby mi uwierzyl i poszedl inną drogą,nic w zasadzie
by po za odroczeniem nie zmienilo, ale prawdopodobnie by nie uwierzyl w moje rewelacje i wszedlby, jak w lwią paszczę.
Musialem Go przejąć, Ci dwaj zaczajeni w czarnej nocy nie mieli ze mną żadnych szans, ich los byl już przesądzony. Potrzebna byla tylko odpowiednia aranżacja, by skutek zasugerowal przyczynę tego co się
wydarzylo tej nocy.
Męszczyzna doglądal i kończyl proces wypalania cegiel, więc z obowiązku przychodzil wtedy do pracy
dużo wcześniej,po nim przychodzili umówieni dwaj inni by kontynuować wychladzanie pieca, tak by calkowicie nie wystygl i po wymianie wsadu rozpocząć nastepne wypalanie surowych cegiel.
By mój plan sie powiódl musialem przejąć cialo Wypalacza i jako On stawić czola zaczajonym rzezimieszkom. Z tym mimo pewnych obaw nie mialem problemu, już na mnie czekal obok swego ziemskiego "siedliska", które przybylem "wypożyczyć". Ha,ha znaliśmy się,byliśmy jednym w dwóch, więc
nie musieliśmy nic sobie przekazywać, ciekawe gdzie jest reszta, pomyślalem o brakującej szóstce z naszej calości, gdzieś realizującej boski plan.
Dopasowalem się do nowej "obudowy",jak zawsze pierwsza chwila jest niezbyt przyjemna,ale trwa to króciutko i już wszytko się dostroilo.Nie przewidywalem klopotów ze sprawnością,więc pozostawilem
Go śpiącego by udać się na ponure skrzyżowanie. Tam zawsze bylo bardzo ciemno od kiedy pamiętam,
czasem musialem wracać do domu od Cioci gdy się zmierzchalo, to w tym miejscu już byla ciemność, z
ulgą wychodzilem na jaśniejszą przestrzeń,gdzie nie raz dostawalem wycisk,od zaczajonych na mnie rówieśników peryferyjnego osiedla. Obladowany zakupami,czy glówkami kiszonej kapusty, bylem latwą zdobyczą, a w domu dokladka za uszkodzone wiktualy, czy brak czapki zajętej na poczet kontrybucji.
Teraz uśmiechalem się , na myśl ,że po dzisiejszej nocy ta krzyżowka nabierze jeszcze mroczniejszej slawy.
Nawet korcilo mnie, aby napelnić moim przesladowcom majtki produktem przemiany materi, ale odebral bym im mozliwość zaznania tego dobrego czym mnie częstowali, więc niech spią spokojnie, aż czara ich czynów się wypelni.
Skrzyżowanie tworzyla szutrowa wygięta wluk nitka do której dochodzila druga od strony cegieni wpasując
się w ten luk,a jej przedlużenie zarośniete trawą prowadzilo w pole. Tam może trzydzieści metrów dalej, na
jakimś fragmeńcie murku siedzieli paląc ukryte w dloni papierosy dwaj męszczyżni, sprawdzając nieznacznym gestem czy wyostrzone ostrza tkwia na wlaściwym miejscu. Rozmawiali pólglosem nie obawiajac się że ktoś ich podslucha gdyż nawierzchnia drogi w tym miejscu nie wiadomo dlaczego odbijala
odglos stawianych kroków, jakby się szlo po pustym pod spodem,więc z daleka bylo slychac każdego kto się zbliżal do skrzyzowania.
Stalem niewidoczny przy nich, mieli opracowny świetny plan także sugerujący bez wątpliwości przyczynę i skutek planowanej zbrodni.
Wrocilem do Palacza już wstal i gdy wypil herbatę zamieniliśmy się miejscami, ostrzeglem Go żeby nie
ulegl pokusie i nie ruszal z pokoju,mimo,że teraz jest duchem. Duchy też mogą mieć klopoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz