piątek, 1 kwietnia 2011

O Śmierci czy bez Niej mogloby istnieć Życie?

Nie wiem jakim cudem napisalem, że kabala jest aryjska,podczas gdy jest hebrajska. Prawdopodobnie bląd
powstal z przejęcia, że w końcu piszę tego bloga, gdybym jeszcze wiedzial, że mi powcina gdzieś napisane posty, to nie takie banialuki bym napisal.
Wracam do tytulowej postaci,tak postaci. Dziwne to może sie wydawać,ale jak dotąd to nikogo nie spotkalem ,żeby Śmierć pojmowal materialnie. Mimo iż wszyscy wiedzą, jak wygląda, to myślą,że Jej
wizerunek z kosą  jest wynikiem artystycznej fantazji autora "czterech jeżdżców apokalipsy".
Dla mnie jednak ma Ona jak najbardziej rzeczywisty wymiar,zwiazany ze wspomnieniami z dzieciństwa.
Jak już wspomnialem bardzo wtedy balem sie Smierci, ale kusila mnie tajemnica co dalej,gdzie zabiera swych poddanych. Strach przed nią byl kuszący i stale obecny,ponieważ w gospodarstwie jest niemalo zagrożeń mogących spowodować pójście w Jej objęcia. Wystarczy wspomnieć o wszelkiego rodzaju wirujących czy krojących maszynach, chwiejnych drabinach, dziurawych podestach wysoko w stodolach,
kopiąco- bodących zwierzetach,nie wspominając o ostrych kosach czy widlach w rękach mniej zaprzyjażnionych sąsiadów,a są jeszcze stawy ,studnie, walące się sciany,gotujące kotly.Nie sposób wymienić jednym tchem calego arsenalu, jakim dysponuje czychająca na nasz bląd od pierwszego zachlyśnięcia się powietrzem na tym świecie -Smierć.
Dziś wiem,że nie zdawalem sobie sprawy z tego ,że widzę więcej niż inni, malo tego przez to bylem wyszydzany,śmiano się ze mnie,że jestem glupi.Ten mój strach byl pretekstem do niejednego wybryku ,żeby mnie jeszcze bardziej przestraszyć.Gdy już miara się już wypelnila, sam zapragnalem umrzeć, ale jeszcze przed tym chcialem sie odegrać na moich przesladowcach.
Po jakimś kolejnym przeżytym upokorzeniu, siedzialem na wielkiej gruszy kolo domu i snulem plany wścieklej zemsty na wszystkich,jak dorosne i bedę silny,jeżeli przed tem Śmierć mnie nie zabierze.Patrzylem
na pola w oddali i zobaczylem wysoką bardzo, wysoką postać idącą wśród lanów zboża. Mężczyznę o wzroście ok 180cm bylo widac z tej odleglości od ramion, a postać wystawala prawie od pasa.
Dokladnie widzialem zakapturzoną postać, idacą statecznym, niespiesznym krokiem na pólnoc z kosą w ręku zamiast kostura. Ostrze potężnej kosy poblyskiwalo w slońcu, gdy postać przestawiala kosę idąc z pochyloną do przodu glową w olbrzymim kapturze.
Nagle zatrzymala się i patrzyla ciemnością w której kryla się twarz ,w moją stronę. Nie bylem pewny,ale wydawalo mi się ,że patrzy na mnie. Wstalem i będąc dokladnie widocznym na drzewie niesmialo unioslem
rękę by sprawdzić czy widzi mnie ten niezwykly wędrowiec.Widzial- podniósl rekę w takim samym geście.
Boże ,jak chcialem mieć takiego wielkiego przyjaciela i wydalo mi się,że slyszę jak mi odpowiada,że jest moim przyjacielem,żebym się nie martwil i żebym  zszedl z tego drzewa natychmiast. Zejdż- uslyszalem ze zdziwieniem piękny miękki należący do mlodej kobiety glos. Chcialem jeszcze na Nią patrzeć ale zobaczylem kogoś idącego z dlugim drągiem w moim kierunku i wszystko stalo sie jasne ,mój dzisiejszy  przesladowca chcial sie zabawić moim kosztem. Zsunalem sie po pniu ile się dalo i zeskoczylem na ziemię biorac nogi za pas. Rodziców nie bylo w domu,ale moglem sie w nim schronić przed natrętem.
Od tego czasu co jakiś czas widywalem z daleka tę przyjazną postać,jak miarowym krokiem zdążala na pólnoc polami,a po jakimś czasie wracala i wtedy zamienialiśmy kilka zdań.
Powiedzialem komuś ,że mam przyjaciela którego widuję z daleka,ale nie wiem kim On jest, nie chce się ze mna spotkać.
 Ten ktoś poradzil mi,żebym o to zapytal, więc przy najbliższej okazji tak zrobilem i uslyszalem, że nazywa się Śmierć.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz