Wczoraj napisalem,że dziwne ale nie spotkalem nikogo kto by potwierdzal istnienie postaci Smierci.
Szybko nastapila weryfikacja. Dziś dowiedzialem się ,iz komuś się pokazala wprawdzie nie bezposrednio za
pomocą paranormalnego zmyslu wzroku,ale przy pomocy techniki. Może zacznę od początku, mam pod czasową opieką 16-to letnią dziewczynę. Zapytala mnie czy istnieją duchy,a potem : czy Smierć istnieje jako postać? Dopytywala się się o Jej wygląd,sama uzupelniala szczególy, jaki jest plaszcz ,jak szerokie rękawy czy pochylenie glowy ukrywające twarz pod kapturem, stwierdzila pytająco jak umocowana jest kosa i pokazala gestem, na końcu spytala czy kosa jest wysoka jak postać?
Nie mogla czytać co napisalem wczoraj,ale sprawa sie wyjaśnia,że to opowiedzial Jej Tato placząc przytym jak dziecko. Tata imprezowal kiedyś z kolega i zmęczony "uroczystością" usnal na siedząco. Kolega zrobil mu w tym czasie zdjęcie. Poczekal aż się obudzi i mu je pokazal.
Obaj zdębieli, na zdjęciu za śpiącym Ojcem byla wyrażnie widoczna zakapturzona postać z kosą.
Męszczyżni gapili się, niewierząc wlasnym oczom ,ale Śmierć nie znikala mimo wylączania telefonu,istniala
na zdjęciu,aż zaczęlo świtać, wtedy znikla,na fotce pozostal tylko śpiący męszczyzna.
Wnioski pozostawiam czytającym, na razie się cieszę,że wczoraj napisalem swoje wspomnienia,dzisiaj już bym mógl być posądzony o konfabulacje. Dobrze, iż wspomnialem niedawno jeszcze komuś o tej niezwyklej
znajomości, chcąc zdziebko zbulwersować pewną ponętną sluchaczkę.
Znajomośc ze Smiercią trwala jakiś czas, nawet awansowalem na poslańca, kazala mi czasami uprzedzić, albo ostrzec kogoś w okolicy przed Nią.
Zrozumialem też w jaki sposób tak szybko się poruszam, gdy pozwalala mi sobie towarzyszyć.
Zawsze spokojnie krocząc dochodziliśmy do potężnej Lipy z wydrązonym pniem. Drzewo roslo za wioską przy polnej drodze, tam wlaśnie wchodzilem i pozostawialem nikomu nie widoczne swoje cialo, czyli umieralem,a po powrocie ożywalem.Z początku o tym nie mialem pojęcia,ale z czasem już świadomie
"wyskakiwalem z siebie".
Kiedyś ktos pracujący na polu w pobliżu widzial ,że tam wchodzę.Nie wiem z jakiego powodu nanosil
kartofliska (nać zkartofli) i podpalil pod drzewem.
Widzieliśmy te zabiegi z miejsca gdzie byliśmy, rozpalenie takiego ogniska wymaga trochę zabiegów i czasu
zwlaszcza gdy się improwizuje,więc do pewnego czasu byliśmy spokojni, ale pod lipą zaczelo juz być gorąco
i musialem wracać.
W międzyczasie podpalacz zwolal kilka osób, z którymi otoczyl kordonem ognisko,wszyscy trzymali
widly w rękach i podsycali ogień unoszac rozpalające się badyle.
Wyskoczylem z drzewa jak filip z konopi przelatując przez ogień, zagadalem do nich żeby nie palili pod tym drzewm bo ono żyje.
Powiedzieli ,że tam jest Diabel i jego chcą spalić.
Odpowiedzialem,że to bujda,a tam nikogo nie ma.
Wtedy zobaczyl mnie podpalacz i z krzykiem skoczyl w moją stronę chcąc dziabnąć nie w żartach mnie widlami.
Nie trafil gdyż usunalem się na bok, wtedy spóbowal drugi i także pudlo,ąle trzeci się zawachal powiedzialem do niego ,żeby im nie wierzyl.
Zaczęla się dyskusja, podpalacz przekonywal ,że gdybym byl normalny to już bym byl przebity widlami,ale to że nie mogą mnie trafić przemawia na Jego korzyść.
Zacząlem rozumiec dlaczego każąc mi wracać do ciala , powiedziala: nie daj się tam będzie Diabel.
Podpalacz -od niedawna mieszkaniec z drugiej strony wioski byl Diablem., teraz chcial mnie sie pozbyć z widomych tylko sobie powodów.
Znalem gościa z widzenia i ze slyszenia ponieważ już bylo o nim glośno, szybko po sasiedzku doszlo do romansu pomiędzy nim ,a stateczną sąsiadką matka dwojga synów. Wioskowy skandal zakończyl się próbą
skoku w stodole na klepisko przylapanej na niewierności, jako dowodu zachowania cnoty malżeńskiej,co przyrogacony malżonek uznal za niezbity dowód niedopuszczenia nikczemnika do konsumpcji wdzięków
sakramentalnie zastrzeżonych tylko dla niego.
Teraz staral się otumanić chlopków,aby wciągnąc ich na swoja listę zależnych od niego. Podjudzal ,żeby mnie wykończyc,ale ich rękami wtedy mialby wszystkich w szachu.
Nie wszyscy chlopi się wachali i musialem na nich uważać,bezpiecznie nie bylo,gdybym uciekal dalbym dowód Podpalaczowi,że mówi prawdę, nie dając sie trafić widlami, także udowdnialem jego wersję.
Odbillem pileczkę na jego stronę oskarżając go o to samo,że to On jest Diablem i namawia ich do zbrodni
żeby nimi zawladnąć, będa na jego lasce, gdyż tylko on swoimi sztuczkami ochroni ich przed więzieniem.
Zapytalem czy zwykly czlowiek jest silniejszy od Diabla? Podpalacz zaprzeczyl, więc jestem silniejszy od niego? Nie pozostalo mu nic innego jak potwierdzić,. Bylo 1:1 .
Teraz powiedzialem do Chlopów: będziemy walczyć, sami zobaczycie kto jest Diablem, bo Diabel wygra i
wy go raz na zawsze możecie przepędzić i nikt nie będzie was już kusil.
Nie bylo możliwe żeby taki kawal chlo pa jak Podpalacz niewidocznie podlożyl się dzieciakowi.
Rozumial to ale spróbowal się przewracać i chlopito widzieli,wreszczie się wściekl i ruszyl ostro na mnie,wtedy już bylo wiadome,co knuje.
Męszczyznom spadlo bielmo z oczu i chcieli zrobić użytek z widel inny niż byl dla nich przeznaczony,ale
Nie mogli Diabliska dogonić,ciągle kurzyl im w oczy.
Patrzylem chwilę za biegającymi po bronowanym polu rolnikami,odwrócilem się i uslyszalem znajomy śmiech, -no wykręcileś się samemu Diablu no. no.
Miala wiele pracy i nie tak często widywaliśmy się. Nie rozumialem ,jak może jedna uśmiercać ludzi na calym świecie, pytalem Ją czy ma rodzinę, czy ma kogoś? Nawet sie przyszlościowo Jej oświadczylem,że jak tylko dorosnę to się pobierzemy i razem będziemy'kosić".
Po jakimś czasie nie musieliśmy się widzieć żeby rozmawiać. Po prostu zaczynalem Ją slyszeć, a Pna slyszala
wszystko co w odpowiedzi myslalem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz