Do tej chwili myslalem o smierci,jako o czyms strasznym lecz widocznym, jako skutek końca życia,a tu ktoś sie przedstawia jestem: Śmierć.
-To Smierci jest więcej? Tak masz na imię? pytalem.
-Nie,jestem jedna,
- ale jest jeszcze jedna śmierć ta od której umierają i Ty, no to jest was więcej.
- nie, ja jestem jedna odpowiedziala mi wesolo znikajaca w oddali Postać.
Na wioskę padl strach,gdy uslyszeli, iż nie dość ,że widzę Śmierć to jeszcze z Nią rozmawiam, no oczywiście musialem im wszystkim to udowodnić,więc moja Przyjaciólka mówila mi po kogo idzie,więc wiedzialem,kto umrze.
Za pierwszym razem wyśmiano mnie, ponieważ przez dwa dni nikt nie umarl,ale na trzeci dzień gruchnelo,że
w okolicy zmarlo się wlaśnie temu obywatelowi. To jeszcze nie wszystkich przekonalo,ale pózniej na wieść,że idzie kostucha ludzie zmykali do domów ,chowali się w najciemniejsze kąty.
Glupcy mysleli ,że Śmierć tak sobie chodzi i wybiera komu żywot przerwać.
Już nikomu do glowy nie przyszlo,żeby mi dokuczać, jedni przymilali się, inni woleli nie mieć ze mna nic wspólnego. Zdażalo się ,że próbowano coś przezemnie wskórać u mojej potężnej znajomej,obiecywano mi
zlote góry, jak ktoś się zle czul i mial cykora,że to już. Pamiętam taki moment ,jak przez mglę.
W pierwszej chacie leżal chory starzec, zaproszono mnie tam ,posadzono za stolem, dano ciastko i herbatkę
Stary zacząl nawijać,że przyjaciele odpowiadają za przyjaciól i mogą dać w ich imieniu slowo itp,
Wiedzialem,że Stary ma jeszcze czas,ale on uknul chytrą intrygę, mialem coś poświadczyć i wziąść jakieś zlote monety i wtedy zobaczylem Ją w izbie. Ona przyszla mi na ratunek,wzialbym nieswiadomie jakieś zobowiązanie wg. planu Starego ,co skomplikowalo sytucję pomiędzy mną i Śmiercią, z korzyścią dla niego. Omamil mnie już i bylem rozczarowany,że sie pojawila.
Natychmiast odebrala mu energię, pozostawiając tylko tyle by mógl w nędznym stanie doczekać swojego czasu.Wtedy zobaczylem,kim byl naprawdę Stary. Jego duch byl potężny, staral się walczyć, szamotal się zdawal się wygrywać,ale spokojna potęga niemocy przytlaczala go coraz bardziej uziemiając w mizernym
już ciele.Byl kosmitą nie poddającym się uniwersalnej regule kosmosu, uciekal od pokuty,calą energie zlych doświadczeń przeznaczając na obronę przed konsekwencjami.
W tamtym momeńcie widzialem i rozumialem porzadek wszechświata. Ja wioskowy Brzdąc bylem alfą i omegą. Rozumialem wszechświat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz