wtorek, 5 kwietnia 2011

Nocna Misja

Ona nie odeszla, siedziala na tym samym starym fragmeńcie jakiegoś muru, usiadlem obok. Śmiesznym
może się wydać fakt,że siedzieliśmy, jakbyśmy mieli ciala, równie dobrze mogliśmy zająć dowolną pozycję  w przestrzeni.
Obok nas leżala napoczęta butelka wódki, przy niej warowaly dwa cienie, malo foremne ksztalty energi
nurzaly się w oparach alkoholowych wydobywających się z  pod korka.
Na dlugo im starczy,pomyslalem do Niej,-może i my "lykniemy"?
-Innym razem, uslyszalem Jej śmiech,ale gdyby bylo możliwe to chętnie,jest  co oblewać, możesz mi wierzyć.Jednak mimo wielkiej zaslugi ,poniesiesz coś w rodzaju kary za zabicie tego tu. Wiem,że
to bylo konieczne, ale gdybyś nie pchnal jego ręki, nie mialbyś udzialu za który poniesiesz odpowiedzialmość, takie są zasady we wszechświecie. Nie traktuj tego w kategoriach  kary
ale jako trudniejszą drogę, dużo trudniejszą. Cieszy mnie Twój "awans",bo wiem, że wygrasz, po wielu klęskach zawsze spadasz na cztery lapy.
Nie podzielalem Jej entuzjazmu, ten awans mialem przed oczami i dzisiaj określilbym go jako "przesrane życie". Cóż trudno,pomyślalem i jak echo Jej glos z pod kaptura.
-Wiedzialam już Cię znam, gdybyś się zbuntowal nie wrócilbyś, dziś byś umarl, wlaściwie to nie zmartwychstal.
-Aaaa to ma byc jeszcze gorzej? Już myslalem jako chlopak.
-Nie nic się nie zmieni, Twój  plan pozstaje bez zmian.
-Czyli wszystko jest postanowione, pozostają tylko drogi wyboru. Wiesz, jak ja się zaczynam czuć, tu
 posiadam moc,a tam jestem popychadlem,tu zbawca na kosmiczną miarę,a tam mam pielić buraki.
-Sam wybraleś, chcesz zapomnieć?
-Nie tylko nie to, tak pomarudzilem.
-Wiem, no i Ci nie zazdroszczę.
-Ja tobie też nie.
Nasz śmiech w jakimś fragmeńcie musial dotrzeć do uszu ludzi przy cialach, gdyż zaczęli się żegnać  i
rozglądać ze strachem.
-No chlopcze musisz zmartwychwstać, pora do lożka, znowu sie zdziwią, to nie ostatni raz.
Stalem przy lóżku, na sienniku leżalo zimne i mokre cialo malego chudego chlopca.Wzdrygnąlem się
jak zwykle i spadając na nie w obrocie, jakbym nakladal marynarkę wpasowalem się w swoją materialną formę.
-żebym jeszcze nie oberwal,że ożylem, pomyślalem z wisielczym humorem i usnalem przed pobudką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz