Już po jakimś czasie,gdy zatarly mi się w pamięci spotkania ze Śmiercią dowiedzialem się od kuzyna,
gdzie leżą niewypaly, byly to pociski artyleryjskie. Oczywiście ponioslo mnie tam pod pretekstem
odwiedzenia Cioci i z Kuzynem, którego nazywalem wtedy Bratem pojechaliśmy do tzw."owczarni"
gdzie wygrzebalismy z okopu kilka nieuzbrojonych pocisków.
Nadawaly sie do wysadzenia w ognisku, ale znalazlem się jeszcze jeden, inny krótszy bez miejsca na
zapalnik,ale z wystającym w miejscu splonki cylindrem. Ten bez problemu mieścil się w moim tornistrze
i podejrzewalem ,że jest "przeciwpancerny" lub przednią częścią takowego.
Bez przeszkód przewiozlem znalezisko do domu i rozpocząlem żmudny proces suszenia mojego skarbu.
Pocisk zawladnąl moja wyobrażnią, w myślach snulem różne sposoby,obmyslalem plany odpalenia
śmiercionosnego żelaztwa.
Zbliżalo sie lato, dni byly coraz bardziej sloneczne, więc kiedy tylko moglem wystawialem mój skarb na
światlo sloneczne.
Suszarnię zlokalizowalem na dachu stodoly, pilnowalem by deszcz nie posul moich starań, co dziś
wywoluje u mnie uśmiech politowania,ale wtedy to byl priorytet. Na widok kazdej chmury wlazilem
na stodolę i zdejmowalem pordzewialy pocisk, by nawet za kilka minut powtórzyć cala operację
wspak. Nie uszlo to uwagi Ojca,ale usprawiedliwialem te wędrówki przybijaniem plyt piśniowych, które
stanowily pokrycie dachu. Prztwierdzone byly papiakami, co większy wiatr podrywal je i trzeba bylo
bez końca mocować te cholerne plyty na nowo.
Któregoś razu Ojciec nabral podejrzeń co do mojej prawdomówności - taka pilność u wyklócającej
się dotąd o prawie o każdą robotę latorosli nie byla na miejscu. Wlazil za mną - calość mojej skóry
jak i przygotowywanej kanonady artyleryjskiej zawisla od mojej sprawności fizycznej i umyslowej.
Z duszą na ramieniu pozwolilem by pocisk spadl z dachu, patrzylem, jak się stacza i prosilem Boga,by
nie wybuchl. Nie wiem czyją bylo zaslugą,że po za gluchym odglosem uderzenia o ziemię nie rozlegl się
inny, który prawdopodobnie unicestwilby by nasze doczesne powloki cielesne.
Stary spytal co to bylo,ale Ja udalem ,że to kamień przyciskający poluzowaną plytę zlecial, i idę po
gwożdzie i mlotek.
Jego mina nie świadczyla, że mi wierzy, więc poszedl w za stodolę gdzie ten kamień mial spaść. Walaly
się tam, jakieś kawalki gruzu w trawie,ale byl tam też śmierćionośny mój skarb, znów zwrócilem się z
gorącą prośbą do Stwórcy blagając by zeslal chociaż chwilową ślepotę na wscibskiego rodzica.
Moja prośba zostala wysluchana, chociaż zamiast slepoty pojawila sie nie wiadomo skąd dorodna
sąsiadka z, z którą Ojczulek wdal sie w rozmowę. Sąsiadka zaczęla narzekać ,że męża w domu nie
ma, gdzieś tam pojechal z dzieciakami, a w piecu coś zaczęlo się dymić. Ojciec powiedzial,że to na
pewno komin jest zatkany. Na to Ona ,że może by pomógl, bo Ona nie, wie jak i gdzie to się robi.
Ojciec się znal,bo mówil, że można czyścic od dolu i od góry,na to Ona odp. ,że przydaloby się
z obu stron, bo ten Jej stary to czyści zawsze od dolu i chyba dlatego często się ten komin zatyka.
Widzialem te kominy,zaglądalem do niejednego i nigdy nie moglem pojąć,jak może taki przekrój
zostać zatkany sadzą, ale często slyszalo się na wsi,że ktoś tam komuś po sąsiedzku tej uslugi nie
żalowal.
Ku mojej uldze ,jak i zdziwieniu Stary nie ruszyl za sąsiadką ale też nie przeszukiwal terenu pod
stodolą, lecz wszedl do środka i uruchomil sieczkarnię, po kilku minutach zaprzestal przetwarzania
slomy na sieczkę,wyszedl i ruszyl w stronę sąsiedzkich zabudowań,kilka razy oglądnal się, jakby
sprawdzal czy nasz dom jeszcze stoi i wszedl dośrodka. Dziwne ale sąsiadka wlaśnie podlożyla do
pieca i dym równo walil w górę.
Pomyślalem sobie ,że Ojciec będzie czyścil Jej komin na gorąco.
Szybko odnalazlem swój latający niewypal i slusznie mniemając ,iż pod latarnią jest najciemniej
ponownie umiejscowilem go na dachu stodoly.
Bylem cholernie ciekaw tego czyszczenia komina od dolu,bo od góry to sam widzialem,jak to robili
kominiarze,ale od dolu to nie moglem przegapić, więc teraz pobieglem do sąsiadów zobaczyć Ojca w
roli kominiarza,bylem dumny z niego, bo potrafil wlaściwie wszystko naprawić czy zrobić,tak ,że nie
potrzeba bylo szukać fachowców, a tu teraz dowiaduję sie ,że i kominiarza może wyręczyć.
Ba często to wlaśnie Jego proszono o przyslugę by coś tam naprawial, a potrafil i zalutować garnek,
podbić buty,zrobić kociolek z blachy, wyremontowac poniemiecki motocykl, naprawić uprząż,
mlockarnię czy snopowiazalkę albo kopaczkę do kartofli.Zawsze staralem się mu przy takich robotach
towarzyszyć i pomagać- jak moglem teraz odpuścic taką okazję nauczenia się czegoś nowego?
Sąsiedzi mieli dwóch synów w podobnym wieku ,więc ich dom nie mial dla mnie tajemnic, poszedlem do
piwnicy, gdzie byly zaślepki do komina,ale nikogo tam nie bylo, wiec udalem się na strych uznając,że
Ojciec swą pomoc sąsiedzką rozpocząl od "góry",ale przechodząc na piętrze kolo pokoju, gdzie
gospodarze mieli pokój od spania, uslyszalem chalas taki sam, jaki wydawaly oparte o ścianę
wezglowiem duże poniemieckie loża,gdy po nich skakaliśmy.
Zacząl od środka pomyslalem,ale jakoś nie moglem sobie przypomnieć, żeby byly tam jakieś
zaślepki szybu kominowe go.Nie wszedlem, wpadlem za to na pomysl ,jak oddalić w
przyszlości niechybne zagrożenia dla dolnych części pleców i poniższych parti mojego ciala.
Wychodząc glośno zamknąlem drzwi i pobieglem do domu.
Za chwilę dym u sasiadów z komina zgęstnial , a na ścieżce pojawil się Ojciec teraz ogladal się za siebie,
przyslanial reką oczy i patrzyl na ten dym, minę mial taką ,jakby cudu dokonal.
Po różnych perypetiach z dosuszaniem pocisku uznalem ,iż czas przystąpic do uruchomienia mojego
znaleziska i przyczynić się do ubarwienia dość monotonnych wieczorów mieszkańcom mojej wsi.
Nieopodal naszych zabudowań , gdzieś w odleglości 400m. bylo dawne żwirowe wyrobisko-skarpa
porośnieta krzakami z kilkoma starymi czereśniami na koronie.
Wymyslilem ,że na ustawiony pionowo pocisk spadnie 10kg mlot i spowoduje wielkie BUUUM!.
Nasączylem naftą odpowiednie sznury i metodą prób ustalalem odpowiednie miejsce przymocowania
sznura z mlotem do galęzi czeremchy nad pociskiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz