środa, 26 października 2011

Nieśmiertelny

Moja komitywa z tak potężną wszechobecną chociaż niewidoczną dla zwyklego śmiertelnika, mistyczną
istotą trwalaby prawdopodobnie do dnia dzisiejszego, gdybym po szczeniacku nie zlamal danego na początku tej znajomości slowa.
Podczas spotkań w glosie "Kosiarki" slyszalem bardzo czule tony, gdy mówila do mnie jak do dzieciaka,albo
uznanie, gdy rozmawialiśmy,jak dorośli.
Ośmielony i liczący na poblazliwość zmylilem idącą z pochyloną glową Śmierć.Udalem,że chcę przed Nią przejśc na drugą stronę drogi,a zajrzalem pod ciemny kaptur.
Ujrzalem przez ulamek sekundy piękną, cudowną twarz, w której natychmiast pojawily się upiorne oczodoly
golej czaszki z wlosami.
-Zlamaleś przysięgę,uslyszalem zawiedziony glos-musisz odejść,to koniec. Smierć odepchnęla mnie od siebie,odgradzając się kosą na calą jej dlugość.
Na próżno blagalem ,przyrzekalem,plakalem, obiecywalem. Musialem się odwrócić i odejść.
Gdy po kilkudziesięciu metrach odwrócilem sie, nie zobaczylem nikogo.
Śmierć dotrzymala slowa, zwielu bardzo śmiertelnych opresji wychodzilem bez szwanku,nawet uslyszalem
kiedyś, po nieudanej próbie uśmiercenia mnie motorówką,wypowiedziane z sympatią zdanie przez obserwujacą tą "akcję" kobietę: to nieśmiertelny ! On wam jeszcze doj...ie"
Dzialo się to pewnego upalnego lata, wywiozlem nad jezioro w wielkopolsce moją rodzinkę, a sam tam dojeżdzalem na wekendy,bowiem prowadzilem malą firmę w branży samochodowej i wykorzystywalem ten letni brak konkurentów na rynku.
Teren byl tak usytuowany,że wąski przesmyk lądu z zabudowaniami wczasowiska oddzielal dwa jeziora.
Jedno z zatoczką i pomostem bylo okupowane przez pracowników z tzw."branży",którzy niechętnie widzieli tam kogokolwiek innego.Byl tam nawet jakiś plot z furtką.
Tak się zlożylo, iż jezioro podrugiej stronie "zakwitlo",więc narzekalem trochę,że nie mogę poplywać w czystej woadzie.Wtedy kolega powiedzial,że te drugie jez. jest czyste. Oczywiście poszedlem sprawdzić i owszem za plotem woda czyściutka,tylko furtka zamknięta,ale wsród czcin byly przerwy,więc z dostępem
do wody nie bylo problemu.Kolejnego dnia sytuacja odwrotna-furtka otwarta,a przepusty miedzy trzcinami
zastalem pozastawiane samochodami,więc i Ja postępuję odwrotnie, mrucząc pod nosem niecenzuralne
opinie o posiadaczach blaszanych kast na kolach wchodzę na niechętny teren. Z tą chwilą zaczynam się dziwnie czuć, wszyscy "branżowcy"gapią sie na mnie, ale nikt nic nie mówi.
Lubię plywać i nie mam żadnych obaw przed wodą,ale tutaj czulem nieracjonalny niepokój, jakąś obawę
przed wejściem do wody. E-tam skwitowalem strachy w duchu, jeszcze stalem po kostki w wodzie, gdy
podszedl jakiś gość i zapytal glośno czy chcę polywać, a odwracając glowę powiedzial cicho bym lepiej spieprzal.
Dlaczego mam kurwagon spieprzać, co to za banda palantów-pomyslalem i wszedlem do cieplej ,jak zupa
wody.
Jezioro bylo w tym miejscu jakby szeroką na 70-80m rzeką z przyczepioną zatoczką z ,której na nią wyplywalem. Nabrzegu towarzystwo wzajemnej adoracji, jak okreslilem "branżowców" wstalo z leżaków i
wygapialo się w moją stronę- no czlowieka w wodzie nie widzieli? -pomyślalem leniwie plynac "żabką"
Uslyszalem warkot motorówki, zza czcin może w odleglości 200 m wyplynęla duża motorówa patrolowa
w której widzialem umurowanego 'branżowca" za sterem. Bylem na środku pasa wody, więc skierowalem sie w stronę czcin by nie być na kursie zbliżajacej się lajby,ale sternik obral podobny kurs zwiekszając szybkość, zdziwiony skierowalem sie wstronę zatoczki skąd wyplynalem,ale motorówka również obrala kurs styczny z moim.
Jeszcze myślalem ,że to przypadek,że motorówka zawija do zatoczki ,tam byl pomost, ale jej kurs byl znów obrany na mnie. Zatrzymalem się mniej wiecej na środku wodnego pasa, czekalem na wyjasnienie sytuacji, no i za chwilę wszystko bylo jasne,niewiarygodne,ale jasne- motorówa miala mnie staranować.
Sternik obieral tylko kurs na moja glowę, spojrzalem na brzeg, tam wszyscy, jak w teatrze oglądali  spektakl, nie rozumialem dlaczego ,ale już wiedzialem, jaki ma być final tej sceny.
Znieruchomialem jakbym zrezygnowal, jeżeli naprawdę chce mnie rozwalić to musi zwiększyć szybkość,
myslalem, minęlo kilka sekund i dziób lodzi zacząl unosić się nad wodą, sternik dal calą naprzód. 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz