czwartek, 27 października 2011

Niesmiertelny c.d.

       Zdumienie,jak zawsze, bezmierne zdumienie i pytanie bez adresata-dlaczego? Dlaczego chcą mnie
       zaciukać? I to w imieniu prawa?  Ha dobrze pomyslane wszyscy potwierdzą ,że wyplynalem i zaczalem
       ,ale "akcja ratunkowa" sie nie powiodla.
      Nagle jakaś część tej akcji stala się zrozumiala- te samochody i otwarta furtka na vipowską plażę, ten
      Gość przed wejściem do wody nie żartowal, ale na spieprzanie bylo już za póżno.
      Sam wlazlem, a raczej wplynąlem w zastawioną sprytnie pulapkę.
      Branżowa motrówka sterowana przez umundurowanego funkcjonariusza szla już calą mocą 
      podniesionym dziobem prując taflę jeziora.
      Sternik liczyl,że sparalizowany strachem  pozostanę w tym samym miejscu,albowiem uniesienie dziobu
      zwiekszylo martwe pole ograniczające widocznosć z przodu lodzi, w którym się wlaśnie znalazlem.
      Mimo zdumienia i totalnego zaskoczenia tym absurdalnym atakiem nie stracilem instynktu 
      zachowawczego, umysl robil swoje.
      Ucieczka w trzciny!- nie, to nie kukurydza wbije się w nie za tobą jezeli uda się ci tam doplynąć,
      nie możesz sie mu pokazać,gdyż skoryguje kurs i nic nie uratuje tej glupiej lepetyny przed spotkaniem z
      metalową burtą.
     - Masz jedyną szansę, podpowiadal, musisz wykorzystać co masz.
     Wiedzialem już co mam i nie zamierzalem się poddawać temu durniowi za sterem.
     Szum spienionej prującym dziobem wody już zlewal się w jeden dżwięk z pracującym na wysokich  
     obrotach silnikiem.
     Ustawilem się w wodzie tak,żeby prawa burta lodzi  mogla minąć mnie o wlos i gdy już byla w bardzo
     niebezpiecznej odleglości, blyskawicznie zanurzylem się z podkulonymi nogami, by na wyczucie odbić się 
     nimi w stronę od zaokrąglonej burty dziobu pędzącej z morderczym zamiarem unicestwienia mnie    
     motorówki.                                                                                    
     Sternik prawdopodobnie mial pilota na lądzie, który korygowal kurs wzgledem mojej pozycji, gdyż
     przy odbiciu nogami od burty spodziewalem się obrócenia mnie w stronę kilwateru, ale tak sie nie stalo
     odbicie bylo bardzo udane, w uszach slyszalem szum wody widzialem ,że plynę  pod wodą bardzo 
     szybko, ale czy  w stronę pomostu w zatoczce?
     Dno się podnosilo i widocznośc się zwiększyla, powoli wypuszczalem powietrze z pluc, mimo,że jeszcze
     się nie dusilem powoli wynurzylem się by zobaczyć gdzie się znalazlem.
     Mój podwodny kros mial wlaściwy kierunek,okolo trzech metrów przedemną  znajdowl się pomost,
     pod który wplynąlem.
     Nikt ze stojących na plaży i w wodzie nie zwrócil na mnie uwagi, wpatrywali się w miejsce gdzie ostatni
     raz widzieli moją glowę znikającą pod wodę.
     Niewidoczny dla "towarzystwa" z plaży i osloniety solidnym palem od strony tafli jeż. obserwowalem
     traz także jako widz manewry motorówki , którą sternik już zatrzymal i wpatrywal się w powierzchnię
     wody, byl już w miejscu gdzie zanurkowalem.
     Z brzegu dpytywali się czy są plamy krwi, a sternik odpowiedzial: że nie ma ,ale leb to na pewno ma
     rozwalony, bo slyszalem ,jak gruchnęlo.
     Wyszedlem z pod pomostu i skierowalem się do furtki wtedy, mlody czlowiek spytal :czy topan tam
     plywal? Gdy potwierdzilem, powiedzial: ale pluca!
     Przy furtce siędziala znana miz widzenia brunetka w wieku balzakowskim, patrząc mi z uśmiechem w 
     oczy glośno powiedziala: to Nieśmiertelny....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz