Poprzedni post powinien być zatytulowany: Dlaczego umieramy.No ale skoro już tak poszlo,
to nie ma co zmieniać zwlaszcza ,iż sam jeszcze nie wiem o czym będzie więcej w tym poście.
To sakramentalne pytanie wykrzyczalem w stodole. Kilka razy powtarzalem: Dlaczego Ja żyję
tlumiąc lkanie,nie mialem na myśli dlaczego jeszcze mnie śmierć nie zabrala, ale pytalem o sens
mojego przyjścia na ten świat.
Mówili mi ,że Bóg wie wszystko,więc wpatrywalem się w prostokątny otwór trzy metry nademną do podawania snopków, spodziewając się ujrzeć tam twarz Boga.
Z czasem treść pytania objęla też innych. Siedzialo we mnie, jak drzazga za paznokciem
przez większość mojego życia: dlaczego ,po co, komu jest potrzebne nasze istnienie?
Tam na tej zdradzającej swoją obecnośc kilkoma czerwonymi dachami w pofaldowanym terenie
wiosce nikt nie mógl udzielić odpowiedzi kojącej mój lęk przed śmiercią, ani wyjaśniającej zagadkę
życia w ogóle.
W piękne letnie wieczory kladlem się na cieplej jeszcze trawie i wpatrywalem się w rozgwieżdzoną
kopulę nieba. Zawsze po jakimś czasie ogarniala mnie silna irracjonalna tęsknota, jakby to
tam gdzieś na na którejś z ledwie widocznych plejad byl mój prawdziwy dom.
Zastanawialem się glęboko,gdzie tam jest Bóg i jakim to sposobem nas obserwuje tak
skutecznie,że nic się przed nim nie ukryje.
Czymże jestem wobec takiego ogromu przedemną, czymże jest czlowiek skoro nawet los
gwiazd nie jest pewny, a skoro nasza ziemia także wisi w powietrzu, to kiedyś może spaść.
No tak,ale dokąd te gwiazdy spadają, Widzialem powoli sunące światelka samolotów,ale
widywalem przelatujące z bardzo dużą szybkością światla po cięciwie kopuly,gdy pytalem o nie doroslych zawsze slyszalem ,ze mi się wydawalo,oni niczego takiego nie widywali.
Leżalbym tak do rana,gdyby nie rosa lub wolanie matki.
Z nostalgią w sercu szedlem spać.
Pytanie pozostawalo bez odpowiedzi,ani z dziury w suficie stodoly ,ąni z otchlani nocnego nieba
Bóg nie szepnąl ani slowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz